Szklane wieżowce, ekskluzywne samochody, Europarlament, miliony euro widoczne na każdym kroku to obraz dzisiejszej Brukseli.
Ostatnie dni listopada miałam okazję spędzić w miejscu, z którym związaliśmy się na stałe w maju 2003r. Chodzi o Brukselę nie tylko stolicę Belgii, ale przede wszystkim siedzibę Komisji Unii Europejskiej. Zwiedziłam fascynujące zabytki, ale również wiele się nauczyłam. Swoimi spostrzeżeniami pragnę podzielić się z Czytelnikami.

Obok pomnika Patri
Ponad 18-godzinna podróż autokarem była dosyć męcząca. Szczególnie droga do granicy była mało komfortowa. Powód jest prozaiczny w polskiej rzeczywistości: stan jezdni, lub też jej brak, jeśli jezdnią można nazwać nierówne płyty asfaltowe?! Po przekroczeniu granicy, na której wciąż niezbędny jest paszport, podróżni nadal podskakiwali na swych fotelikach, mimo iż autobus wprost płynął po gładkiej drodze. Jako że pierwszy raz byłam na „zachodzie”, z prawdziwym podziwem patrzyłam na mijane niemieckie miasta, w których domy z czerwonej cegły i kolorowe, zadbane bloki odbijały się w szklanych wieżowcach. Po autostradzie sunęły ekskluzywne auta żadnych „maluchów” czy cinquecento.
Już przedmieścia Brukseli miasta w kształcie serca mogą wprawić w zachwyt. Wzdłuż czystych, szerokich chodników, na których rosły zielone jeszcze drzewa, stały olbrzymie wieżowce ze szkła. Mieszczą one setki ludzi, stąd też ulice wyglądały na bezludne. Dużo małych, zacisznych restauracyjek, uroczych kawiarni, pubów - można było w czym wybierać spędzenie wolnego czasu. Oczywiście, jeśli się miało odpowiednią sumę pieniędzy; dla przykładu woda mineralna kosztowała blisko 2euro! Ci jednak, którzy cenią sobie nie strawę cielesną, lecz na duchowej bardziej im zależy, będą w pełni usatysfakcjonowani. Sercem Brukseli jest Grand Place (z niemiecka Grote Markt) zabudowany bogato zdobionymi kamienicami z XIII, XIV i XV w. należą one do różnych bractw cechowych , z których najbardziej uznane jest bractwo piekarnicze. Nad placem góruje imponujący gotycki ratusz (Hotel de Ville) z początków XV w. Stoi też tam Dom Króla (Maison du Roi), w którym obecnie mieści się Muzeum Miejskie z kolekcją ceramiki i wyrobów zez srebra. W pogodne wieczory Grand Place ożywia dzięki pokazowi „światło i dźwięk”. Niedaleko od Grand Place leży rozległa XIX wieczna Galeria Świętego Huberta. Zachwyca także Pałac Królewski z XVIII w., Pałac Narodów z siedzibą parlamentu belgijskiego, katedra St. Michel et Gudule z XII w. i która słynie z XVI wiecznych witraży. Na placu de la Bourse Beursplein stoi opera. Krzepiącą ciekawostką jest to, iż połowę zatrudnionych tam pracowników stanowią Polacy! Co jeszcze warto jeszcze zwiedzić? Postacią charakterystyczną dla Brukseli jest mały chłopczyk zwany Manneken Pis.
Najprzyjemniej jednak spędziłam czas w Parlamencie Europejskim wspaniałej, monumentalnej, nowoczesnej konstrukcji szklanej. Dzień tam spędzony nauczył mnie wiele - przede wszystkim tego, czym jest Unia Europejska.
O UE było szczególnie głośno w zeszłym roku, kiedy to mieliśmy podjąć decyzję: przystąpić czy nie do państw członkowskich? Jedni ochoczo przystali na wejście widząc w tym szansę zmiany na lepsze. Inni znów rękami i nogami zapierali się twardo obstając przy twierdzeniu, że unia to nic dobrego. Na pewien czas ucichło o UE. W maju i czerwcu tego roku ponownie rozgorzała „gorączka” europejska przy okazji wyborów naszych przedstawicieli do parlamentu europejskiego. I znów jakby się uspokoiło. Prawdę mówiąc, to nie wiemy, co też ci nasi eurodeputowani tam porabiają? Wydaje nam się, iż nikt jednak z pewnością nie zwraca na nich uwagi. Z radością jednak przekonałam się, że tak nie jest. Grupa 50 Polaków jest widoczna wśród 732 posłów! Mało tego: mają również głos na forum. Tematem wiodącym obrad była oczywiście Ukraina. Parlamentarzyści zastanawiali się również nad przyjęciem do unii Turcji w 2006r.

W Parlamencie Europejskim
My, Polacy, nie musimy czuć się w Brukseli obco - wręcz przeciwnie. Jesteśmy przecież w jednej rodzinie europejskiej przekonywała prof. Genowefa Grabowska, która jest jednym z pięciu kwestorów, czyli organem doradczym przewodniczących parlamentu. Jej słowa okazały się prawdą. Nie czułam się nieswojo. Potrzebna jest tylko znajomość języka angielskiego, a wszędzie można spotkać się z uprzejmością. Wtedy można czuć, że jest się Europejczykiem!
Najprawdopodobniej na jesień przyszłego roku znów pójdziemy do urn, by zagłosować za ratyfikacją konstytucji Unii Europejskiej. Do tej pory spośród państw członkowskich na ten krok zdecydowała się już Litwa.
W 2007r. Polska zajmie miejsce Hiszpanii, na której rozwój regionalny przeznaczane jest obecnie najwięcej funduszy. Zaś w budżecie UE na 2013r. ma znaleźć się miejsce na autostradę A1 i polskie linie kolejowe.
W Parlamencie Europejskim jest zapotrzebowanie na młodych, aktywnych pracowników w sektorach m.in. prawa, mediów i administracji. By ubiegać się o pracę w Brukseli wymagane jest wykształcenie wyższe w danym kierunku oraz znajomość przynajmniej dwóch języków obcych, w tym bardzo dobra języka angielskiego. Szersze informacje można znaleźć na stronach Parlamentu.