Moja Afryka jest na Ukrainie
Wywiad z pochodzącym z Bełku księdzem Alojzym Malcherczykiem, misjonarzem ze Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego, pracującym na Ukrainie
Jak ksiądz trafił na Ukrainę ?
Od początku moim wielkim pragnieniem było wyjechać na misje. Z tą myślą wstąpiłem do Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego, żeby jechać do Afryki. Pierwsze trzy lata pracowałem w diecezji lubelskiej, w parafii w Gołębiu. Co rok pisałem podanie do władz zakonnych, aby pozwolili mi pojechać na misje. Po trzech latach dostałem zgodę na RPA. No i ciekawa sprawa - współbrat z którym współpracowałem, ma taki dar widzenia dalej i on mi przepowiedział, „chłopie ty się tam nie ciesz, bo do Afryki nie dojedziesz, bo
twoje powołanie to jest pojechać na wschód”. Ja się śmiałem trzymałem ten krzyż misyjny w Częstochowie, tu jest zgoda do Afryki – i faktycznie, okazuje się, że nie jadę do Afryki, tylko na Mołdawię. Na Mołdawii pracowałem 6 lat i od zera tam zakładałem parafię Podwyższenia Krzyża Świętego i Trójcy Świętej. Pracowałem w tzw. Republice Naddniestrzańskiej – samozwańczej republice, która oddzieliła się od Mołdawii, nigdzie nie jest uznana na świecie. Tam tworzyłem te początki z tą myślą, że jak przyjdą tubylcy, to będą kontynuować dalej. I tak się też stało, po kilku latach jest pierwszy ksiądz mołdawski, już po święceniach, Dimitrij i on tam działa dalej. Udałem się znowu na miejsce, gdzie nie ma nic, bo tak Ojciec Założyciel prosił zakładając zgromadzenie, żeby w duchu wynagrodzenia i miłości księża szli tam specjalnie, gdzie jest najtrudniej, gdzie inni nie chcą pracować, gdzie jest ciężko, by w duchu wynagrodzenia podejmować ten trud dalej. W tym duchu właśnie przyjąłem parafię we wschodniej Ukrainie. Biskup rzymskokatolicki mianowany kilka lat temu na tą diecezję miał problemy personalne - na Całą diecezję, która jest terytorialnie jak cała Polska było tylko 12-15 księży, teraz po kilku latach jest 27. Wtedy do niego przyjechałem z taką intencją, żeby wziąć znowu coś od zera, bo ciągnie mnie tam, gdzie nie ma nic. Pytam więc księdza biskupa, czy ma coś takiego, że parafię trzeba tworzyć od zera, a on mówi - no mam w Zaporożu parafia Ojca Pio jest zarejestrowana, ale ludzi jeszcze nie ma. To ja to biorę. I tak się zaczęło - w 2002 roku zostałem mianowany na proboszcza tej parafii.
Skąd wzięła się z Zaporożu parafia bez ludzi ?
Ciekawa sprawa jest w ogóle z rejestracją tej parafii, ponieważ zarejestrowana była w 1999 r. na św. Ojca Pio, a on jeszcze wtedy nie był świętym - wyniesionym na ołtarze, tylko był błogosławionym. Ksiądz, który tam pracował wcześniej – Jan Sobiło (obecnie kanonik) -
ma propozycję żeby jeszcze jedną parafię zarejestrować. Już tam funkcjonowała w centrum miasta parafia Boga Ojca Miłosiernego, ale większość parafian dojeżdżała do księdza Jana do tamtej parafii z „mojej” dzielnicy. Propozycja wychodzi od człowieka w ogóle nie związanego z kościołem, komunisty, który tam był w miejscowych władzach odpowiedzialny za sprawy religijne. I on mówi – daj zarejestrujemy jeszcze jedną parafię, żeby na przyszłość była - a Jasiek mówi - no dobrze, ale nie mamy patrona. Wcześniej tamten człowiek otrzymał taką ulotkę o Ojcu Pio, gdzie z tyłu była biografia, gdzie pisało o cudach, o jego życiu. Więc on mówi – słuchaj, on mi się podoba, on jest mocny, zrobimy go patronem. A Jasiek mówi - no dobrze, ale on nie jest świętym. - zrobimy go już świętym.
I tak w 1999 roku jest pierwsza parafia w świecie Św Ojca Pio, którą zarejestrował komunista. On te wszystkie dokumenty pozałatwiał i przyniósł sam. Sprawdza się to, co Ojciec Pio za życia jeszcze powiedział, że po śmierci jeszcze więcej dobrego będzie działał.
No i ciekawa sprawa – ksiądz Jan wtedy próbuje zaangażować kapucynów – i nie wychodzi. bernardynów – też nie wychodzi. Ja przyjeżdżam do biskupa 1 lipca 2002 r., a Ojciec Św Ojca Pio wyniósł na ołtarze 22 czerwca, i otrzymuję tą parafię. Ciekawa sprawa, dlaczego Opatrzność i Ojciec Pio zgodził się na sercanów. Później tak wgłębialiśmy się w duchowość Ojca Pio i okazuje się, że duże nabożeństwo miał do Serca Pana Jezusa.
Obejmuje ksiądz parafię
i co dalej ?
Początki parafii były trudne, ponieważ nie było miejsca stałego, modliliśmy się u parafian w trzech miejscach, w domach na pierwszym piętrze, trzecim i czwartym. Gdzieś po półtora roku zbierania funduszy na miejscu i w Polsce i trochę Niemcy pomogli - wykupiłem mieszkanie i teraz stałe miejsce mamy - kaplicę gdzieś na 100 osób. Szukamy funduszy na wykończenie stołówki ponieważ dużo jest takich dzieci – sierot społecznych, które tam cierpią głód, dorosłych też, ale dręczy mnie mocno problem tych dzieci, tych sierot.
Na razie opatrznościowo znaleźliśmy stare budynki przedszkola, które są do kupienia, remontu i modernizacji. Może Matka Teresa, która jest specjalistką od sponsorów, pomoże mi w tym. Modlimy się do niej nowennę, obiecałem jej, że w tym kompleksie, bo to jest hektar ziemi i jest jeszcze miejsce na kaplicę, że zbuduję jej kaplicę, wiec myślę że zadziała ...
Obecnie jeszcze mieszkam w centrum, w starej parafii księdza Jana Sobiły naszego kanonika i wikariusza generalnego. Tam będzie budowany duży dom kurialny dla naszej diecezji na Charków i Zaporoże, ksiądz Jan wykańcza świątynię Boga Ojca Miłosiernego (duża świątynia 1200 metrów kwadratowych) i właśnie w tym budynku tam mieszkamy – trzech braci autochtonów, którzy otworzyli kuchnię dla wszystkich potrzebujących – głodnych, bezdomnych, (w garażu księdza Jana wszystko tam na razie funkcjonuje, w przyszłości chcemy postawić dom i ogrzewalnię dla potrzebujących) ksiądz Jan ma wikarego , ja jestem no i jeszcze jeden ksiądz. Wyjeżdżamy z tego centrum na różne strony. Oprócz mojej parafii mam jeszcze drugą parafię w sąsiedniej wiosce. Mobilizuję siły na załatwienie miejsca pod budowę nowego kościoła. Trzeba na to trochę cierpliwości no i znajomości, trzeba podłączyć się do dobrych kontaktów, bo samemu człowiek wśród obcych, nie zna wszystkich układów więc tego nie załatwi.
W Zaporoskiem władza pod względem religijnym jest pozytywnie nastawiona. A na Ukrainie trudno mówić o jednym kościele prawosławnym, bo kościołów tych jest pięć: prawosławni moskiewscy, kijowski patriarchat, prawdziwi, autokefalni, którzy mają centrum za granicą i katakumbowi. Ubolewam nad tym, bo podział w kościele to zawsze jest grzech. Więc te pięć rodzin prawosławnych raczej między sobą rywalizuje o wiernych, chociaż tak w sumie w zaporoskim województwie jedynie 2 procent ludzi jest zorientowanych na wymiar religijny w. Zaporoże ma milion ludzi prawie no i z tego 2 % jest związanych – z prawosławnymi, katolikami, protestantami. Ale miejscowi ludzie są bardzo otwarci i szukający. Miałem takie wydarzenie – szedłem na mszę w Nowy Rok, pozdrowiłem czekających na ławce sąsiadów i jeden mówi batiuszka błogosławi nas. Otoczyli mnie, dwie trzy pary, jedna na kolana padła, pozostali ręce wznoszą do błogosławieństwa. Okazuje się, że te małżeństwa żyją na bez ślubu, ale szukają Boga i to jest dla mnie takie pozytywne i budujące. Tam jest kościół tworzony, tak jak pierwotne chrześcijaństwo. Jak zaczynałem miałem 16 wiernych, teraz mam 60 to jest coraz więcej, w Mołdawii to samo, jak zaczynałem miałem 10 osób, wyjeżdżałem – 500. To nie ja, to Pan Bóg tych ludzi tak przyciąga.
Różnej. Podstawa to są Polacy, którzy zostali wywiezieni na Syberię, później po latach zesłania, po śmierci Stalina wrócili. Zaporoże jest miastem przemysłowym, tak, że ludzie przyjeżdżali tu za pracą na huty, elektrownie. Sąsiednie tereny - stepy - to są okolice raczej bezpańskie, - niektórzy tam się pobudowali, czy zamieszkali. Wielu jest takich, czy z Litwy, czy z Białorusi – Polacy, którzy żyli na kresach. To jest dzisiaj nawet może być 40 % parafian. Nie wrócili to kraju pochodzenia, zapomnieli języka, czasem starsi potrafią trochę porozmawiać, a reszta, nowe pokolenie całkowicie nie.
Wschód Ukrainy mówi po rosyjsku, większe miasta Ukrainy też. To jest taka naleciałość poprzedniego systemu, że jeżeli ktoś chciał się wybić, zdobyć wykształcenie, to musiał po rosyjsku mówić. Na wsiach wokoło raczej mówi się po ukraińsku. Ale to się zmienia. I pozytywne jest jeszcze to, że na o pierwszej stronie oficjalnego podręcznika do nauki języka ukraińskiego jest modlitwa Ojcze nasz.
Jak się spotka człowieka, to trzeba się do niego dostosować. Ukraiński jest podobny do polskiego, akcent jest trochę inny, to na początku sprawia trudność.
Nie wiem dlaczego. Ludzie miejscowi są bardzo życzliwi. Miałem taką sytuację ostatnio, jak jechałem popsuł mi się samochód i pierwszy samochód, który nadjechał ciągnął mnie aż do granicy. Nawet się nie zapytał, ile mu za to dam. A po polskiej stronie było dużo gorzej – kierowcy widząc księdza stojącego na drodze nawet się nie zatrzymywali Nie wiem jaka jest przyczyna – może za dużo czytają różnych opowieści i boją się, że ktoś w przebraniu chce ich napaść. To media czasem kreują taką psychozę.
Jednym z takich problemów jest straszna bieda. Na wiosce którą mam w parafii (taka wioska pokołchoznaja) wszystko leży, pola odłogiem, ludzie bez pracy. Jak chodziłem po kolędzie, to serce się krajało: babcia nie miała światła, nie miała gazu, ona na talerzyku położyła tłuszcz, zapaliła go żeby coś było widać. Tak biednie żyje, że aż się serce kraje – myślę, żeby coś zrobić. Bo każdy od nich, pracowników tego kołchozu, otrzymał po kilka hektarów ziemi, ale teraz nie mają środków, żeby to obrobić, żeby zasiać, kupić jakieś nawozy. Chciałbym znaleźć jakąś fundację, może jakiś program z Unię Europejskiej, żeby przynajmniej na każdego jakąś kozę kupić, żeby ludzie przynajmniej mieli to mleko. Potem jakieś maszyny rolnicze zorganizować, żeby oni mogli tą ziemię uprawiać. Ziemia naprawdę jest cenna, czarnoziem, urodzajna, Mnie to boli, jak widzę tą ziemię leżącą odłogiem, tym bardziej, że jestem synem rolnika i wychowałem się na wsi.
Na Ukrainie jest też problem aborcji. Co roku milion. W statystyce też to widać – w ciągu ostatnich 10 lat zmniejszyła się populacja o 5 milionów – tylko 37 milionów jest. Oprócz aborcji przyczyną są choroby, często powodowane przez Czarnobyl. Ci wszyscy, którzy tam ratowali – umierają. Dużo ludzi szuka chleba za granicą . Tragedia to jest, nie ma tego przyrostu naturalnego .To samo jest z Rosją. To jeszcze jest pozostałość systemu sowieckiego.
Tak więc moja Afryka jest na Zaporożu. Tu jest czasem trudniej niż w Afryce – ponieważ faktycznie Afryka już jest zagospodarowana przez misyjną działalność ponad 100 lat . Tam już wybudowane są ośrodki, świątynie, tylko trzeba ludzi A tu nie ma świątyń, nie ma personelu. Te świątynie które były, zwłaszcza na wschodniej Ukrainie, zostały zniszczone aż do fundamentów. W zachodniej części są zdewastowane, ale są, a we wschodniej - nie ma śladu, nie udowodnisz że coś było.
Za to pod względem religijnym widać odrodzenie. U nas co roku już od 6 lat funkcjonuje piesza pielgrzymka do Zaporoża, w tym roku było około 150 osób. Ludzie idąc po drogach przeżywali, płakali, mówili, że teraz mają odwagę manifestować swą wiarę. Kiedyś tego nie było, ludzie byli zastraszeni.
Mama już mi w dzieciństwie prorokowała, że pójdę daleko od domu, bo mam odstające uszy, a kto ma takie uszy – idzie furt z chałupy. Zaporoże to przemysłowy rejon, czasem czuję się jak w Zabrzu, jak był taki dobry czas, że wszystko dymiło. Człowiek rano wymyje samochód, na wieczór jest warstwa pyłu. A moja parafia ma bardzo dobrego patrona, który o nas dba. Czasami mi się zdarza, że ktoś, kogo w ogóle nie znam, posyła jakieś pieniądze. Nawet nie wiem, skąd miał adres, numer konta. Namacalna jakaś działalność Ojca Pio. My się czasem modlimy, żeby pomógł nam znaleźć tych sponsorów i takie znaki nadprzyrodzone czasem się spotyka. Ostatnio np. podchodzi do mnie człowiek i pyta, czy nie potrzebuję nagłośnienia. A ja właśnie z tą myślą jechałem do Polski! I on mi to nagłośnienie podarował – to niesamowite, skąd on wiedział ?
Ojciec Pio jest wyjątkowy, nie boję się, bo wiem że jak coś będzie trzeba, to on tam to załatwi. Tu też jest już grupa ludzi, którzy mi pomagają, przynoszą różne dary. To bardzo cieszy, chciałbym im korzystając z okazji jeszcze raz gorąco podziękować zapewniając, że pamiętamy o nich w modlitwie.
Dziękuję za rozmowę, w imieniu zespołu redakcyjnego oraz czytelników chciałbym złożyć życzenia Błogosławieństwa Bożego z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia oraz wielu łask w przyszłym, Nowym Roku. Wszystkim zaś, którzy chcieliby się materialnie włączyć w dzieło księdza Alojzego podajemy numer konta bankowego. Konto prowadzone jest w Warszawie, ale pieniądze zasilają do zaporoską parafię:
Zgromadzenie Księży Najświętszego Serca Jezusowego;
Zaporoże parafia Św. Ojca Pio
02-531 Warszawa, ul. Łowicka 46, Nr konta: 19 1240 1037 1111 0000 0692 3813
rozmawiał Marek Szczech